Wymiana uszczelniaczy i oleju w przednim zawieszeniu

Z powodu ostatnich drobnych prac remontowych musiałem rozebrać przednie amortyzatory.

No to zaczynamy…

przednia_laga_vx

Mamy w zasadzie kilka grup elementów – oznaczyłem je kolorami Czerwony, Niebieski, Zielony, żeby łatwiej było opisać składanie.

1C to śruba z miedzianą podkładką trzymająca element 3C. Zwróćmy uwagę, że na końcu 3C znajduje się teflonowa końcówka 2C.

Pierwszy krok przy składaniu to umieszczenie elementu 3C (z 2C) w srebrnej rurze (potocznie zwanej lagą) oznaczonej 3N.
Laga na dole powinna być wyposażona w krążek brązowo-teflonowy oznaczony 2N.

Drugi krok to wsunięcie złożonych elementów w dół amortyzatora (goleń), tu nr 1N.

Następnie możemy zastosować nakrętkę łącznikową 24 i kilka przedłużek (2,5 standardowej przedłużki starcza), żeby uchwycić element 3C. Wtedy od dołu goleni możemy wkręcić śrubę 1C (sugeruję dać nową podkładkę miedzianą). Dokręcamy 30 Nm.

Gdy to mamy załatwione, to zabieramy się za uszczelniacz.
Ale najpierw górne łożysko ślizgowe, czyli 1Z, a za nim podkładka 2Z.
I teraz mogą zacząć się schody. To łożysko wcale nie musi łatwo wejść w swoje gniazdo.

Książka serwisowa mówi o specjalnym przyrządzie. Ja użyłem takiej kombinacji jak na zdjęciu poniżej, przy czym czarny plastik służył za zabezpieczeniu lagi.

Smarujemy olejem i pobijamy dookoła przez podkładkę 2Z, aż łożysko górne wejdzie w swoje gniazdo.

Następny krok to uszczelniacz 3Z. Jego warga jest dość delikatna. Niby jest podcięcie na ladze, ale żeby jej nie uszkodzić proponuję zastosować prosty patent na folię z butelki.

W następnym kroku sugeruję wykorzystanie starego uszczelniacza, który odwracamy i dzięki temu po nałożeniu zyskujemy podkładkę do pobijania. Osłony pyłowej, którą widać na zdjęciu jeszcze nie powinno tam być. 😉

Gdy uszczelniacz osiądzie na swoim miejscu, wyciągamy stary (da się bez problemu, bo trochę będzie wystawał) i zakładamy pierścień zabezpieczający 4Z.

Na koniec zakładamy osłonę przeciw-pyłową 5Z.

Teraz trzeba napełnić amortyzator olejem o lepkości 10W lub 15W (niektórzy dają nawet 20W, chodź wg mnie generalnie nie ma to większego sensu).

Lagę wpychamy do środka goleni i wlewamy 392 mm oleju. Ogólnie co do ilości, to z moich obserwacji wynika, że to nie apteka.
Ja zlałem starego oleju z każdej lagi prawie o 1/3 mniej niż powinno być (na zdjęciu poniżej – po lewej ile ma być, po prawej ile było), a mimo to wszystko hulało jak trzeba. Staramy się jednak, żeby w obu amortyzatorach oleju było tyle samo.

Teraz wkładamy pozostałe części. W tym celu rozciągamy amortyzator na pełną długość. Najpierw sprężyna 4C musi trafić do srebrnej rury, przy czym według instrukcji serwisowej wkładamy ją zwojami o większych odstępach w dół.

Co ciekawe u mnie w jednym amortyzatorze było tak, a w drugim siak i też działało, niemniej potwierdza to moją niezbyt pochlebną opinię o niektórych moto mechanikach.

Potem nad sprężynę wkładamy płaską podkładkę 5C, a kolejnym elementem jest dystans w postaci rurki 6C. Na koniec wszystko zakręcamy wstępnie dekielkiem 7C.

Jeszcze jedna uwaga. Po osadzeniu całości na motocyklu mamy dokręcić śruby w półkach momentem 20 Nm. Z moich obserwacji wynika, że to ch*j jest a nie moment i spokojnie można dać ze 30 Nm. Inaczej może być tak, że śruby będą się luzować podczas jazdy.

Dopiero wtedy, gdy zamocujemy amortyzator na motocyklu możemy z wyczuciem dociągnąć dekielek 7C (BTW jego uszczelnieniem jest zwykły oring).

I to by było wszystko w temacie! 😉