Dodatkowe światła

Co by tu nie mówić… W zasadzie od zawsze byłem przeciwnikiem dodatkowych lampek, ledowych żaróweczek, niebieskich podświetleń i innych tego typu “świecidełek”. Ma być jak fabryka dała i koniec! 😉

Wyjątkiem było dołożenie dodatkowych świateł drogowych w VX’ie. O powodach, które mną kierowały i sposobie wykonania instalacji napisałem → tutaj.

Marta już od dawna wyrażała chęć posiadania w swoim motocyklu dodatkowych świateł, dlatego na “pierwszy ogień” poszła Honda.

W przypadku Trasnalpa, chodziło mi w szczególności o zwiększenie widoczności motocykla dla innych uczestników ruchu, niż o lepsze oświetlenie drogi.

Po dość długich poszukiwaniach mój wybór padł na zestaw w cenie 185 zł oferowany na Allegro przez sprzedawcę grzech_wiechLampy, Halogeny LED Cree BMW GS1200, 800GS 40W.

Źródło: grzech_wiech

W przypadku braku lamp w ofercie wymienionego przeze mnie sprzedawcy, warto spróbować poszukać na Allegro wykorzystując frazę: “LAMPA REFLEKTOR HALOGEN MOTOCYKL LED CREE 40W”.

Do zakupu skłoniło mnie to, że lampy nie posiadały żadnych bzdurnych bajerów, jak na przykład efekt stroboskopu, czy regulowana jasność świecenia. Sama obudowa lampy również nie ma żadnych udziwnień. To po prostu “kubek” z wyprowadzonym przewodem i prostym mocowaniem. Dodatkowym atutem jest uchwyt z możliwością regulacji położenia w dwóch płaszczyznach. A na ponadto w zestawie mamy włącznik do zamontowania na kierownicę. Czegoś takiego właśnie potrzebowałem! 😉

Na parametry lamp takie jak jasność, czy moc nie zwróciłem szczególnej uwagi. Założyłem, że tak czy inaczej będą świecić i to wystarczy, żeby zwiększyć widoczność maszyny na drodze. Nie liczyłem na to, że będzie to jakieś oszałamiająco wydajne źródło światła…

Zacząłem od najtrudniejszego, czyli znalezienia miejsca na gmolach, które będzie bezpieczne dla lamp przy ewentualnym przewróceniu motocykla, a zarazem zapewni dobrą widoczność dodatkowych świateł.

Dołączone obejmy i uchwyty idealnie nadawały się do tego, żeby zainstalować lampy na dolnych poprzeczkach gmoli. Uznałem jednak, że miejsce znajduje się nieco za nisko. Nie dość, że światło nie będzie odpowiednio oświetlać drogi, to dodatkowo lampy będą zbierać syf wylatujący spod przedniego koła.

Po przeróżnych kombinacjach, wyszło mi, że akcesoryjne światła najlepiej będzie zamontować tak jak na zdjęciu poniżej.

Niestety w takiej pozycji nie jest możliwe przykręcenie lampy do obejmy dwoma śrubami.

Próbowałem nieco przerobić uchwyt, tak żeby w nowym ustawieniu “łapał” na dwie śrubki, ale bez powodzenia. W końcu poddałem się i przykręciłem mocowanie do obejmy jedną śrubą, pod którą dałem dużą, płaską podkładkę. Gdzie tylko się dało, dołożyłem również podkładki sprężyste, których nie było w zestawie, a obejmy podkleiłem gumą z węża. Pozostaję liczyć na to, że drgania nie będą luzować połączeń. Gdyby jednak, to w odwodzie pozostaje jeszcze klej do śrub. 😉

Dołączony do zestawu włącznik, udało mi się ładnie wkomponować obok sterownika podgrzewanych manetek.

Każda lampa pobiera prąd około 2,5A, czyli stosunkowo niewiele. Myślę, że śmiało można byłoby wykonać podłączenie bezpośrednio przez włącznik od przewodów zasilających żarówkę przedniego reflektora. Trzeba by jeszcze zmienić bezpiecznik świateł w skrzyneczce elektrycznej motocykla z 10A na 15A i mogłoby to tak sobie działać.

Ja jednak wybrałem nieco inny sposób zasilania. W okolice kokpitu, ze względu na zainstalowane tam gniazdo zapalniczki, miałem już (prosto od akumulatora, ale oczywiście przez dodatkowy bezpiecznik) pociągnięte przewody pod napięciem. Postanowiłem je wykorzystać.

Mimo, że prąd, który pobierają dodatkowe światła nie jest duży, to jednak do ich włączania postanowiłem wykorzystać standardowy przekaźnik samochodowy typu 4141 na 12V, który po podaniu zasilania na końcówki 85 i 86 łączy stykami wyprowadzenia 30 i 87. Aby ułatwić podłączenie, przekaźnik osadziłem w gotowym gnieździe.

Przekaźnik i przewody umieściłem za zespołem wskaźników. Pod osłoną kokpitu, za dołem szyby, nad reflektorem jest całe mnóstwo miejsca! Odcinki, które mogły być potencjalnie narażone  na przetarcie, umieściłem oczywiście  w peszelu. Poniżej końcowa postać instalacji.

Jak to wszystko połączyć? Do wyprowadzenia nr 30 przekaźnika doprowadziłem napięcie z przewodu zasilającego gniazdo zapalniczki. Również stamtąd wyprowadziłem “porządny” minus. Dla ułatwienia połączeń stworzyłem dwa punkty masy, wykorzystując konektory “oczka” i śruby mocujące reflektor do przedniego stelaża czachy (o dziwo stelaż nie miał masy, dlatego podciągnąłem ją od gniazda zapalniczki). Masa musi trafić na końcówkę 85 przekaźnika oraz do każdej z lamp. Plus dla dodatkowych świateł to wyprowadzenia nr 87 styków przekaźnika. Przewodów od lamp akurat wystarczyło i nie trzeba było ich przedłużać.

Na zdjęciu widać przekaźnik, który został umocowany trytkami do klampy trzymającej wiązkę przewodów biegnącą za wskaźnikami. W lewym, górnym rogu foto, widoczny jeden z punktów masy.

Jak sterować przekaźnikiem? W tablicy wskaźników mamy wszystko czego nam potrzeba! Kiedy przekręcamy kluczyk na pozycję ON, zapala się podświetlenie zegarów, prawda? Czemu zatem nie wykorzystać “plusa” zasilającego żaróweczki podświetlające do sterowania naszym przekaźnikiem? Wystarczy, że jego końcówkę nr 86 podłączymy do instalacji motocykla przez włącznik, który zamontowaliśmy na kierownicy.

To jeszcze nie wszystko. Założyłem, że dodatkowe światła będzie można włączyć przy zapalonych światłach pozycyjnych i mijania. Natomiast, gdy użyte będą światła drogowe, akcesoryjne lampy mają się zaświecić niezależnie od położenia włącznika na kierownicy. Potrzebny sygnał sterujący znajdziemy w przewodach kontrolki świateł drogowych.

Oba “sygnały”, z podświetlenia i kontrolki świateł drogowych, musimy odseparować diodami.

Do tego celu najlepiej wykorzystać diody prostownicze. Ja użyłem 1N4007, które mają prąd przewodzenia do 1 A i napięcie pracy 1000 V.  To oczywiście o wiele za dużo niż potrzeba, ale ten typ diod ma solidne wyprowadzenia, które łatwo przylutować do przewodów. 😉

Oznakowanie wyprowadzeń typowej diody sprowadza się do paska na obudowie, który wskazuje gdzie znajduje się katoda.

Źródło: http://gotronik.com/

Każda z katod diod łączy się z jednym z przewodów od włącznika na kierownicy, przy czym dodatkowo katoda diody, która jest podłączona anodą do kontrolki świateł drogowych, zasila końcówkę 86 przekaźnika.

Zerknijmy jeszcze na schemat połączeń. Prawda, że to proste? 😉

Schemat narysowany w programie on-line Scheme-it

Jedna mała rada. Nie musimy ciąć przewodów w instalacji motocykla! Aby “złapać” plus z podświetlenia i kontrolki drogowych przygotowałem przewody z nieco dłuższymi, pocynowanymi końcówkami…

…i wcisnąłem je obok odpowiednich wyprowadzeń w oprawki żaróweczek, które są wykonane z gumy. Po włożeniu całości w gniazdo w tablicy wskaźników oprawka jest ściśnięta i nasz przewód na pewno nie wypadnie. Nie mamy również powodów martwić się o słaby kontakt, ponieważ potrzebujemy tylko kilkadziesiąt mA prądu do sterowania cewką przekaźnika. 😉

W przypadku kontrolki świateł drogowych nasz kabelek podłączamy do przewodu niebieskiego z białymi kreskami. Przy żaróweczce podświetlenia będzie to przewód brązowy z białymi kreskami.

I to już wszystko jeśli chodzi o podłączenie. A na koniec najważniejsze. Jak to świeci?

Reflektor seryjny, światła mijania (chodzi o tą żółtą plamę mniej więcej po środku zdjęcia)…

Dodatkowe światła sfotografowane w tych samych warunkach…

Czujecie klimat? Okazuje się, że nadszedł czas przeprosić się z diodami LED! Efekt oświetleniowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Dodam tylko, że oba “światełka” nie pobierają więcej prądu niż żarówka reflektora… 😛


Przed nami faza testów. Nasuwa się przynajmniej kilka pytań. Ile godzin świecenia zniesie “chińszczyzna”? Czy obudowy wytrzymają trudne warunki atmosferyczne? Jak lampy zachowają się przy ewentualnych glebach? Czy uchwyty nie będą się luzować?

Możecie na nas liczyć – po przejechaniu kilku tysięcy kilometrów na pewno damy Wam znać. 😉


20-03-2019

Drobna aktualizacja artykułu. Pewnie jesteście ciekawi jak lampki wyglądają w środku? Obudowa składa się z trzech skręcanych ze sobą części. Solidny tył z przepustem na przewód jest wkręcony w korpus lampy, który kryje elektronikę.

Płytka ze stabilizatorem wydaje się być dość dobrze wykonana.

Solidny, metalowy odbłyśnik z pewnością pomoże odprowadzić ciepło wydzielane przez diody LED.

Osobna płytka ze źródłami światła znajduje się na przodzie korpusu. Zabezpiecza ją pierścień z szybką uszczelnioną o-ringiem.

Niestety już po pierwszej wizycie na myjni okazało się, że gwint w korpusie to za mało, żeby zabezpieczyć wnętrze lampy przed wodą. Dlatego w ruch poszła pasta hydrauliczna (Suszny – dzięki za podpowiedź!). Dodatkowo łączenie z przodu okleiłem po całym obwodzie paskiem czarnej taśmy izolacyjnej. To rozwiązanie spisuje się jak na razie doskonale!

A na koniec jeszcze coś dla V-Stromaniaków. W DL’u (przynajmniej w starej, dobrej wersji z dwoma reflektorami) nie ma za bardzo co poprawić, jeśli chodzi o jakość oświetlenia, no ale “Kto bogatemu zabroni!”. 😉 W przypadku moich gmoli to chyba jedyne sensowne miejsce, żeby lampka przetrwała przy glebie.

A niech tam sobie świeci! 😉


04-01-2020

Po ponad roku od zamontowania i przejechaniu około 20 tys. km w różnych, czasami dość ciężkich warunkach, wszystkie lampy nadal działają bez zarzutu. Dodam jeszcze, że praktycznie pozostają cały czas włączone podczas jazdy. To chyba dobry wynik, nieprawdaż? 🙂

Również uchwyty, mimo przerobienia ich na “jedną śrubkę”, spisują się na medal, mimo dziur i nierówności, które zaliczamy jeżdżąc po drogach gruntowych.