Marcowy falstart

W połowie lutego trafiło się kilka dni, które zaskoczyły nadzwyczaj dobrą, jak na tę porę roku, pogodą dla motocyklistów. Nie wiedzieć czemu, ubzdurałem sobie, że podobna sytuacja powtórzy się w pierwszy weekend marca. Oczywiście jak łatwo się domyśleć było to całkowicie nierealne założenie. 😉

Mój szalony plan zakładał żeby w piątek po robocie, w miarę możliwości szutrami (a raczej to co z nich zostało po zimie, czyli błotami), dojechać na położoną w okolicach Lipusza działkę. W sobotę byłaby okazja pokręcić się co nieco po okolicy, a potem mógłbym przenieść się do Łupawska, gdzie byłem zaproszony na domek do znajomych. W takim układzie powrót do Trójmiasta wypadałby w niedzielę. A więc “kroił się” całkiem niezły weekend na motocyklu! 😉

Dodatkowo miałbym okazję sprawdzić o ile, dzięki zamontowanym na gmolach ledowym reflektorkom, wzrosła endurowatość mojej maszyny. Podobno motocykl z dodatkowymi lampami zyskuje nawet +30% na endurowatości. Wiadomo, to nie to samo co opony z kostkami, bo te podobno dają minimum +60% do endurowatości, no ale (zwłaszcza w moim przypadku) to już zawsze coś. 😉

Na tą zwariowaną eskapadę udało mi się namówić Afrykańskiego Misia, który (gdy zgadaliśmy się w czwartek) ochoczo przystał na mój pomysł.

Niestety,  pogoda zmienną jest, zwłaszcza w marcu. W czwartek warunki były spoko, w piątek rano było jeszcze w miarę, ale już po południu zaczęło się robić dość nieciekawie.

Z Afrykańskim Misiem umówiłem się w Brzeźnie na godzinę szesnastą. Trzymając się ustaleń, trochę po piętnastej wyjechałem z garażu. Niestety już na wysokości Redłowa znalazłem się pod sięgającą aż po horyzont, paskudną chmurą.

– “Co jest? Czy ktoś rozpruł worek ze styropianem?” – pomyślałem sobie, gdy pierwsze ziarenka białego pyłu zaczęły osiadać na szybce kasku. Niestety to był śnieg!

A na dodatek, gdy dojechałem na miejsce, termometr na moim motocyklu wyświetlił cyfrę “jeden”. A przecież jeszcze przed chwilą pokazywał cztery stopnie!

No nic. Pogadaliśmy chwilę, ponarzekaliśmy na pogodę i postanowiliśmy zmienić plan. Motocykle do garażu, a my wieczorem na browara! Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy.

W drodze powrotnej do domu odwiedziłem jeszcze pewne ciekawe miejsce. I nie chodzi mi tutaj o Szpanerplatz w Gdyni, bo tam nie dostanie się czegoś takiego. 😉

Gdy w końcu pogoda będzie nieco lepsza i uda się ruszyć gdzieś dalej, ten specjalistyczny sprzęt będzie jak znalazł, żeby uwolnić zakopany w piachu lub błocie motocykl. 😉