Dziki weekend

W pierwszy weekend lipca mieliśmy okazję powłóczyć się po Kaszubach. Wzięliśmy także udział w kolejnym spotkaniu z cyklu ADV Wild Camp zorganizowanym dla offroadowowej ekipy ADV 3City z Trójmiasta.

Naszą włóczęgę rozpoczęliśmy w piątek po pracy. Konfiguracja do jazdy: DL / DR. Ten pierwszy robił za bagażówkę i service team, a od biedy mógłby być też uznany za cysternę na kołach, gdyby w deerce Marty zabrakło paliwa. 🙂

Dojazd do celu dobrze przez nas znanymi i wiele razy uczęszczanymi szlakami. Jednak nudy nie było, bo dość dawno nie robiliśmy tranzytu na Kaszuby „górą dwudziestki”.

Bazą noclegowo-wypadową, do której mieliśmy dotrzeć, była działka znajdująca się w samym sercu Kaszub. Została udostępniona na potrzeby spotkania przez kolegę Jacka, zapalonego fana offu na dwóch kołach.

Jacek jest mocno zaangażowany w działania na rzecz trójmiejskiej grupy ADV 3City i zawsze można na niego liczyć, jeśli chodzi o organizację eventów.

W układanie trasy zaangażował się Padi. To właśnie jego autorstwa track stanowił podstawę zaplanowanej na sobotę wycieczki.

Kilka uwag na temat możliwych atrakcji i użytecznych punktów dorzuciłem jeszcze ja, swoje trzy grosze wtrącili też Jacek i Miki Zafryki. W objeżdżaniu i sprawdzaniu trasy udział brali Padi, Jacek i Ojciec oraz jeszcze kilka osób związanych z ADV 3City.

Przed wyruszaniem w drogę jak zawsze odbyła się krótka odprawa…

…a potem ekipa podzieliła się według uznania na grupy, które ruszyły przed siebie w poszukiwaniu offroadowych atrakcji.

A tych na trasie nie brakowało! Przejazdowi towarzyszyły pozytywne emocje, które z pewnością na długo pozostaną w pamięci uczestników! Dodatkowo chętni mogli sprawdzić swoje siły w nawigowaniu wykorzystując roadbook opracowany przez Krzysztofa M.

Ja i Marta mieliśmy jednak nieco inny pomysł na spędzenie czasu. Zaczęliśmy od tego, że sobie tylko znanymi skrótami podjechaliśmy na działkę w odwiedziny do Teściów.

Tutaj godnie podjęci kawą i przepysznymi goframi miło spędziliśmy wczesne popołudnie.

Dopiero stąd ruszyliśmy trackiem, aby w miejscowości Wiele dogonić dużą część ekipy. Chwilę razem pobaraszkowaliśmy na pobliskim mini torze enduro.

Później znów się rozdzieliliśmy z pozostałymi, żeby polecieć do Kościerzyny coś zjeść.

Wieczorem, gdy wszyscy dotarli na bazę, było ognisko i podsumowanie spotkania.

Najpilniejsi, którzy trzymali się roadbook’a, otrzymali za swój trud cenne nagrody.

Były oczywiście pogaduchy i śpiewy, aż do białego rana, ale z przyzwoitości nie mogę za dużo napisać na ten temat. Kto był ten wie, a kto nie dotarł na spotkanie niech żałuje! 🙂

Niedziela to jak zwykle czas pożegnań. Wspólne śniadanie zwiastuje zbliżający się koniec spotkania.

Nam nie spieszy się za bardzo  – mamy cały dzień na powrót do Gdyni. Wyjeżdżamy z bazy jako ostatni.

Nasza droga do domu nie będzie jednak ani najkrótsza, ani banalna. Kluczymy po kaszubskich szutrach wymyślając trasę na bieżąco, żeby jechać tam gdzie nas jeszcze nie było – choć o to coraz trudniej.

Intuicja nas nie zawodzi i tym razem! W okolicy Łęczyna trafiamy na opuszczony kompleks szkoleniowo-wypoczynkowy.

Modrok, bo tak nazywał się ten ośrodek, kiedyś za czasów „komuny” był zapewne luksusowym miejscem. Działał chyba do około 2016 roku – tak można wywnioskować z informacji dostępnych w Internecie. Niestety niewiele z niego zostało… Bezmyślność wandali i skala złodziejstwa są przerażające…

Odrobinę otuchy w ponurym zakończeniu historii ośrodka wnoszą malownicze murale, które zdobią ocalałe fragmenty ścian…

Lecimy dalej. Końcówkę naszej trasy zaplanowaliśmy tak, aby przebiegała przez Koleczkowo obok → Cukierni Piekarni „Słodka Chatka”. To chyba jedne z lepszych jagodzianek jakie jedliśmy! To musiało się tak skończyć!

Dziki weekend szybko zleciał. Dużo się działo, a teraz trzeba wrócić do rzeczywistości…

To co? Kiedy znowu umawiamy się na off? 🙂