Motomajówka 2022

Jakoś pod koniec kwietnia doszło do nas, że wielkimi krokami zbliża się majówka. To już?! Wiadomo, że te kilka dni wolnego na początku miesiąca to dobry czas, żeby wyruszyć na krótką włóczęgę po bezdrożach. Tylko dokąd tym razem?

Zaczęliśmy intensywnie myśleć co tu robić, ale jakoś wciąż brakowało nam konceptu. Nasza tajna baza była akurat zajęta, tym razem nie mogliśmy zatem pójść na łatwiznę i zadekować się na Kaszubach. 🙂

A może by tak wypuścić się ciut dalej na południe od naszych utartych kaszubskich szlaków? Pomysł wydał się dobry i tym sposobem trochę przypadkowo, a trochę spontanicznie, za kierunek naszej ekspedycji wybraliśmy Bory Tucholskie. Głównym celem stała się miejscowość Tleń, urokliwie położona nad rozlewiskiem rzeki Wdy.

Co prawda nie jest to pierwszy raz, kiedy właśnie w tej okolicy będziemy spędzać wolny czas, bo bywaliśmy tu już wcześniej. Dawno, dawno temu dotarłem do Tlenia na moim starym, dobrym Suzuki VX! Co więcej, w czasach dzieciństwa każde z nas było w tej miejscowości na wczasach z rodzicami. O tym jednak za chwilę.

No dobra! Jest 30 kwietnia, sobota. Jak to zawsze u nas, czyli na spokojnie i nie spiesząc się. I jak zwykle robi się trochę zamieszania przy pakowaniu rzeczy i upinaniu bagażu. W końcu jesteśmy gotowi, aby rozpocząć kolejną podróż. Promienie Słońca zachęcają do  drogi. Ruszamy!

Trzymając się utartych szlaków i dobrze znanych skrótów, które pozwalają wyrwać się z Trójmiasta omijając asfalt, jedziemy w kierunku miejscowości Liniewo. Tutaj zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku i obowiązkową serię zdjęć na tajemniczym mostku, który prawdopodobnie jest pozostałością dawnej infrastruktury kolejowej…

…żeby następnie wskoczyć na szlak wyznaczony pinezkami przez “Griba Garage routing”. Zaczyna się właściwa część naszej wycieczki. 🙂

Kierujemy się mniej więcej na południe za azymut wybierając miejscowość Tleń. Gdy na trasie przychodzi czas na kawę, humory dopisują, bo czeka na nas nieznana droga, a to oznacza nową przygodę. 😉

Wytyczona trasa się sprawdza, szlak biegnie atrakcyjnymi ścieżkami przez pola, łąki i lasy. Asfaltu za dużo nie uświadczysz, za to piachu jest całkiem sporo. I o to właśnie chodzi!

Koniec końców docieramy do naszej mety, którą jest położony nad samym rozlewiskiem rzeki Wdy ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy o wdzięcznej nazwie “Promyk”.

Z Gdyni do Tlenia uzbierało się ponad 130 km całkiem dobrej, offroadowej zabawy.

Gdy nasze maszyny odpoczywają obok pawilonu, my też rozpoczynamy pierwszy wieczór długiego weekendu leniuchowaniem. Trzeba zebrać siły na jutrzejszy trip. 😉

Niedziela wita nas umiarkowaną temperaturą, ale za to dużą ilością Słońca. Warunki na offroad po prostu idealne! Robimy sobie wycieczkę do Świecia, a tam przychodzi czas na kawę, a do tego obowiązkowo musi być pizza, bo dzień bez pizzy to przecież dzień stracony!

Powrót także offem, a jakże, mamy gotowy track, ale i tak wprowadzam poprawki, żeby było jeszcze mniej asfaltu. To jest to! 🙂

Na finiszu naszej dzisiejszej wycieczki odwiedzamy teren byłego ośrodka wypoczynkowego Marynarki Wojennej. Zlokalizowany nieopodal Tlenia pensjonat o nazwie “Rybitwa” to miejsce w którym wiele lat temu, kiedy motocykle nam się jeszcze nawet nie śniły, każde z nas spędziło rodzinne wakacje. Ja byłem tutaj nawet kilka lat z rzędu na takich wyjazdach.

Dziś niewiele już zostało z tego pięknego niegdyś miejsca. Kilkanaście lat temu ośrodek został sprzedany i nie wiadomo dlaczego, ale nowy właściciel nie pociągnął biznesu.

Komfortowe domki, taki jak ten o numerze 6A w którym kiedyś mieszkałem, są dziś ogołoconymi ze wszystkiego co możliwe, straszącymi ruinami.

Nie wiadomo jak to się stało, ale wiele z zabudowań znikło, widać po nich tylko jamy w ziemi.

Pozostały jedynie smutek i żal….

W poniedziałek zaplanowaliśmy, że zmienimy miejsce naszego pobytu. Koło południa wyjeżdżamy z Tlenia. Na wieczór chcemy się spotkać z rodzicami Marty. Po drodze zatrzymujemy się w Czersku, gdzie czekają na nas pyszne lody i kawa.

Gdy zaczynamy konsumpcję smakołyków, pojawiają się Martyna i Wasyl. U nich również trwa majówkowy motocyklowy wypad. 🙂

Po zjedzeniu godnej ilości lodów łączymy nasze siły…

…i prowadzeni przez Wasyla trafiamy do “Nieba”. Tak przynajmniej mówi napis z nazwą miejscowości. 😉

Późnym popołudniem po solidnej porcji offoroadowych kilometrów tak dużej jak lody w Czersku, docieramy do Wiela. Tutaj nasze drogi się rozchodzą. Wasyl i Martyna udają się do wasylowego domku w okolicy Czerska, a my ruszamy do Trzebunia. Tak wyglądała nasza poniedziałkowa wycieczka.

Miło spędzony czas z rodzicami Marty szybko mija. Wtorek to dzień powrotu do domu i rzeczywistości.  Trzeba się pakować i wracać do domu.

Oczywiście i na powrocie nie może zabraknąć różnych atrakcji. Szczęśliwie docieramy do garażu, na wieczór jesteśmy w domu. I tak nam zleciała ta majówka. Kilometrów uzbierało się całkiem sporo, choć czasu było jak zwykle za mało, żeby wystarczająco nacieszyć się jazdą. 😉

Ale co tam! Wkrótce zapewne znów wyruszymy na szlak! 😉